wtorek, 31 lipca 2018

Rowerowo: Finlandia 2018

No i stało się! Planowana z 2-letnim wyprzedzeniem wyprawa rowerowa doszła do skutku, a ja w dalszym ciągu nie mogę uwierzyć, że tego dokonałam!
Wybrałam się wraz z chłopakiem na 3 tygodnie do Finlandii, całą trasę pokonaliśmy na rowerach (ok. 800 km), spaliśmy pod namiotem i kąpaliśmy się w zimnych, fińskich jeziorach. Do wyprawy przygotowaliśmy rowery (wymiana części) i zakupiliśmy sprzęt typowo biwakowy (namiot, maty, etc.). Dodatkowo polecieliśmy samolotem i nie oszczędzaliśmy na zakupach na miejscu. Cennik:

naprawa roweru (+sakwy i bagażnik) - 1355 zł
biwak - 554 zł
bilet - 794 zł
zakupy na miejscu - 1395 zł 
razem: 4062 zł

1. Przegląd rzeczy
Zdecydowaliśmy się na sakwy Crosso Dry, ja swoje 30l wiozłam na przednim bagażniku. Sakwy spełniają swoje zadanie wodoodporności, są wytrzymałe i solidne. Pomimo, że ważyły z dobytkiem sporo, nie przeszkadzały podczas jazdy w manewrowaniu kierownicą. W sakwach miałam jedzenie, kuchenkę i apteczkę, a na tylnym bagażniku lustrzankę, płachtę pod namiot i namiot. Na początku wiązaliśmy wszystko za pomocą sznurka, co kończyło się poprawianiem spadających rzeczy średnio co parę kilometrów (w zależności od podłoża), dlatego zakup troków (14 euro) to był jeden z najlepszych zakupów na wyjeździe. Naprawdę nie żałujcie na nie pieniędzy, bo ułatwiają życie i zwiększają bezpieczeństwo :). No i warto mieć założoną na bagaż kamizelkę odblaskową, natomiast światła nam się nie przydały. Dodatkowo warto co kilka dni napompować koła na stacji benzynowej, napompowane koła naprawdę poprawiają komfort jazdy.
Przednie sakwy, jedyne zdjęcie z moim "ubranym" rowerem
W apteczce wieźliśmy pełno medykamentów, była więc drugą najcięższą rzeczą. Mieliśmy:
- fervex
- smekta
- stoperan
- rutinoscorbin
- furagina
- sól fizjologiczna (bardzo się przydała, pełno małych muszek wpada do oczu podczas jazdy)
- octenisept
- kodan
- sudocrem, nivea, pomadka do ust
- filtr UV
- patyczki do uszu
- szczoteczki, pasta do zębów, szczotka
- chusteczki nawilżające (potrzebne, gdy nie mogliśmy zatrzymać się w pobliżu jeziora :)), chusteczki do nosa
- szampon
- szare mydło (do robienia prania)
- obcinacz do paznokci, kleszczołapki (na szczęście się nie przydały :D), coś na komary
- worki na śmieci
- papier toaletowy
- maść ketonal
- krem do golenia, maszynka
- gumki do włosów, spinki, gumki recepturki, agrafki, igła i nitka
- bandaże, plastry, gazy, koc termiczny, nożyczki ratunkowe
- izotonik

Z rzeczy biwakowych natomiast:
- namiot Fjord Nansen Sierra II
- maty samopompujące - moja 3,5 cm firmy Husky
- śpiwory - mój firmy Vango, Nitestar 250
- niezbędnik (łyżka, widelec, tępy nożyk)
- płachta pod namiot
- zestaw do gotowania (garnuszek, patelenka, 2x miseczka, 2x kubeczek)
- 100 ml płynu do mycia naczyń, kilka gąbeczek do mycia
- zapalniczka
- worek do prania
- sznurek do wieszania prania, klamerki
- kuchenka na benzynę ekstrakcyjną 1l (zepsuła się po 1,5 zagotowaniu wody :D)
- nóż
Kochany namiocik!
Ciuchy, których akurat nie używaliśmy pakowałam w worek próżniowy, dzięki czemu zajmował mało miejsca. Zabraliśmy ze sobą:
- kilka majtek i skarpetek, stanik
- 2x koszulka termoaktywna z krótkim rękawem
- 1x koszulka termoaktywna z długim rękawem
- 2x spodenki kolarskie krótkie
- dresy
- buty sportowe, japonki
- bluza
- piżama
- kurtka przeciwdeszczowa
- rękawice rowerowe
- czapka
- ręcznik

Jako, że trafiła nam się przepiękna pogoda, używaliśmy lżejszych ciuchów, długie rękawy zostały nietknięte :). Z narzędzi rowerowych:
- zestaw imbusów
- śrubokręt
- smar do łańcucha
- "brudne" rękawice
- zapasowe dętki
- zestaw do łatania dętek
- trytytki
- taśma klejąca
- żabka (oj przydała się...)
- klucz płaski
- skuwacz do łańcucha
- pompka

A typowe zakupy obejmowały:
- masło orzechowe
- muesli
- woda
- jogurty pitne
- czasami chleb
- ryż lub makaron
- sosy do makaronów
- miód, sól
- batoniki

Z Polski przywieźliśmy natomiast jakieś kiśle, galaretki, kaszki, kilka konserw i koktajl białkowy o smaku czekoladowym.
Pierwsza fińska kolacja - ryż z makrelą
2. Opis trasy
Postanowiliśmy polecieć do Turku linią Wizzair - musieliśmy wykupić bagaż sportowy, który nie może przekroczyć 32 kg - nie ma możliwości dopłaty za dodatkowe kg. Rowery muszą mieć skręconą kierownicę, zdjęte koła i pedały oraz spuszczone powietrze z kół. My postanowiliśmy zapakować je w kartony ze sklepu rowerowego (są darmowe), wrzucić do nich oprócz roweru sakwy, śpiwór i namiot i wszystko zabezpieczyliśmy folią bąbelkową, toną taśmy i streczu. Dodaliśmy też nalepki "fragile" a i tak otrzymaliśmy jeden karton przebity przez piastę :)
Spakowane kartony w domu
Spakowane kartony na powrót


Po wylądowaniu i złożeniu rowerów, zostawiliśmy kartony u uczynnego Polaka mieszkającego 2 km od lotniska. Wyruszyliśmy w drogę, ale już po 16 km musieliśmy awaryjnie rozbić obóz - piasta w moim rowerze odmówiła posłuszeństwa, koło stanęło i za nic w świecie nie chciało się kręcić dalej. W Finlandii można się rozbić namiotem wszędzie (wyjątek: teren prywatny, a w parkach narodowych w wyznaczonych miejscach), zaś ogniska należy rozpalać w wyznaczonych miejscach. Jako, że był to awaryjny postój, a kuchenka jeszcze nie napełniona, złamaliśmy zakaz i rozpaliliśmy małe ognisko, by ugotować coś na obiadokolację.
Pierwsze ognisko
Problemy z rowerem mieliśmy jeszcze dwa dni, kiedy w końcu jakiś uczynny Fin pożyczył nam klucz do wolnobiegu i po rozkręceniu piasty i jej przeczyszczeniu oraz skręceniu z obu stron, nareszcie przestała piszczeń. Jedną noc również spędziliśmy u innego uczynnego Fina - zajechaliśmy nad malutkie jezioro (było naszym celem już przed wylotem), ale okazało się zamieszkałe - Fin nie chciał słyszeć o rozbijaniu się namiotem, zaprosił nas na kolację, do sauny i przygotował dwa łóżka. Dodatkowo kazał zapisać do siebie numer telefonu gdybyśmy mieli problemy w dalszej trasie. Na szczęście problemy już się nie zdarzyły, zmieniliśmy też trasę na łatwiejszą - w pierwotnym planie mieliśmy jechać Turku-Helsinki-Narodowy Park Koli - Kaajani - Narodowy Park Helvetinjarvi - Tampere - Turku, ale trasa była wymagająca - bardzo dużo ostrej jazdy pod górę przy upałach (nawet 36 stopni o godzinie 18-19). Trasa zamiast 100 km dziennie skróciła się do 50 i zwiedziliśmy tylko południową Finlandię. Była to jednak dobra decyzja, bo przecież miały być wakacje, a nie harówka :). Po nocy na wygodnych łóżkach pojechaliśmy dalej w stronę Parku Narodowego Nuuksio, rozbiliśmy się w wyznaczonym miejscu, nad jeziorem, blisko paleniska i wychodka. Dojazd do Nuuksio to głównie drogi żwirowe, na samo miejsce namiotowe trzeba dodatkowo przejść po wąskich kładkach. W wychodku nie śmierdzi (po wiadomej czynności zasypuje się nieczystości kompostem, więc nie ma przykrych zapachów), a nawet jest papier toaletowy. Każde palenisko ma w pobliżu budkę z drewnem i wiadro na wodę, kilka pogrzebaczy, ruszt. Pełen wypas!
Jezioro w Nuuksio

Przykładowa kładka

Przykładowe palenisko
Jako, że trafiliśmy na upały, wyjeżdżaliśmy dosyć późno, by ominąć najgorsze słońce - 14-17 to były godziny, w których zazwyczaj wyjeżdżaliśmy. Przez ten fakt do naszego następnego celu - kościoła w skale w Helsinkach - dojechaliśmy dopiero koło 20 i był on już zamknięty. Postanowiliśmy wziąć taksówkę i zajechać do parku Sipoonkorven, gdzie odpoczęliśmy dwa dni. Park jest śliczny, ale dość uczęszczany, podczas naszego pobytu przewinęło się nim pełno Finów, zwłaszcza - rybaków.
Sipoonkorven kansallispuisto

Węże również spotykaliśmy, nie tylko w tym parku

Rosiczka okragłolistna, całkiem normalna roślina w Finlandii

Nasza przyjaciółka, wiernie spędziła z nami dwa dni

Kolejnym celem było Tuusulanjarvi, gdzie jednak nie było miejsca na palenisko i spaliśmy praktycznie na skale - nie udało nam się wbić śledzi. Wtedy też po raz pierwszy spróbowaliśmy płatków owsianych z masłem orzechowym i od tego momentu to było nasze podstawowe śniadanie.




Jako, że był to wyjazd na dziko, nie mieliśmy zbytnio możliwości do ładowania telefonów, które dość szybko się rozładowały przy częstym używaniu Google Map. Postanowiliśmy więc zajechać na kemping, gdzie podładowaliśmy telefony, zjedliśmy coś innego niż makaron, zrobiliśmy pranie w wodzie innej niż jeziorna i wykąpaliśmy się pod ciepłym prysznicem. Kosztowała nas ta przyjemność 20 euro.
Kemping Lempivaara

Nie tylko takie patenty towarzyszyły nam przez całą Finlandię :D
Następnym większym i wygodniejszym przystankiem był park Helvetinjarvi, choć by do niego dojechać musieliśmy spędzić przynajmniej noc w jakimś lasku w pobliżu drogi. Park był zupełnie opuszczony, nie spotkaliśmy żywej duszy przez cały nasz tam pobyt.
Kolejny patent - sztuczny cień

Jezioro ze szczupakami i okoniami

Wszędzie takie same drzewa!

Helvetinjarvi o godzinie 00:05 - przeżyliśmy więc białe noce :)
Po Helvetin trafiliśmy jeszcze do trzech parków - Seitsemisen, Puurijarven i Kurjenrahkan. W Seitsemisen natknęliśmy się na uczynnych Niemców, którzy podładowali nam telefony i na gryzące małe muszki. W Puurijarven po raz pierwszy (i ostatni) złapała nas ulewa, ale chociaż popływaliśmy sobie w rzecze, zaś w Kurjenrahkan po raz pierwszy spotkaliśmy innych Polaków i zobaczyliśmy zachód słońca nad jeziorem (dotąd zawsze się chowało za lasami). Każdy nasz dzień wyglądał bardzo podobnie:
- pobudka o 9 (ze względu na upał w namiocie)
- śniadanie (płatki owsiane z masłem orzechowym i miodem, czasami zamiast masła kisiel, kaszka manna, czasami zamiast płatków - chleb)
- pakowanie i wyjazd ok. 14 lub 17
- pedałowanie 45-50 km
- rozbijanie namiotu, pompowanie mat, przygotowanie koktajlu białkowego i obiadokolacji
- mycie naczyń, zrobienie izotoniku, kąpiel
- zrobienie prania
- lulu
Cooking shelter w Seitsemisen

Kładka w Seitsemisen - ułatwienie dla ludzi niepełnosprawnych

Pomost i skoki do wody w Puurijarven

Wychodek, Puurijarven

Zachód słońca w Kurjenrahkan

3. Podsumowanie i ważne informacje
- ścieżki rowerowe są w bardzo dobrym stanie, a jeżeli ich nie ma - pobocze jest na tyle szerokie, że rower z sakwami nie przeszkadza kierowcom w jeździe
- w sklepach tylko woda gazowana - niegazowaną znaleźliśmy w jednym sklepie
- najtaniej jest w Lidlu, największy wybór produktów w KsuperMarkecie, brak etykiet po angielsku
- ceny zbliżone do polskich (jeżeli nie przeliczamy, że 1 euro to ponad 4 zł :))
- bardzo mało śmietników - worek ze śmieciami woziliśmy ze sobą nawet 30 km aż do kolejnego marketu
- markety (a zwłaszcza Lidl) są porozrzucane na duże odległości, nie znajdziemy ich w każdym mieście
- brak drogowskazów na parki - warto korzystać z retkikarta.fi
- jeziora poza parkami są zazwyczaj zaludnione, mogą być problemy z rozbiciem się przy nich
- trasa jest wymagająca - przewaga stromych górek
- już w Turku spotkaliśmy się z białymi nocami, ciemno się robi na 2h od 1 do 3
- Finlandia to jeziora, lasy i... skały. Ciężko jest wbić namiotowe śledzie
- wychodki są czyste i posiadają w większości wypadków kompostownik oraz papier toaletowy
- na paleniskach lub w cooking shelterach można śmiało gotować, jest domek z drewnem, pogrzebacze i wiadro
Wszędzie skały...

...ukryte pod mchami.

Tak nam google skróciło trasę

Pobocze


Wyjazd był jak najbardziej wymagający,a przy tym naprawdę udany. Poznałam wielu wspaniałych ludzi, miałam szansę wykazać się przy rozwiązaniu problemów i narobić wiele ładnych zdjęć. Wyjazd trwał 3 tygodnie i było to trochę za długo jak na tylko południową Finlandię - polecam ją jednak jak najbardziej!

Masz jakieś pytania, prośby, zażalenia? Pisz, nie krępuj się! :)

W tle leciał soundtrack z gry God of War 4:
- Overture
- Memories of mother
- Valkyries
- Helheim


2 komentarze:

  1. Basiu ale te 4tys. to na dwoje czy jedną osobę? fotorelacja i przygoda fajowa , chociaż nie zazdroszczę :) bo mam to wszystko(las/przyrodę) zaraz za płotem na ukochanych Mazurach :) Ale za troki to ochrzań ojca - były trep i nie wie co jest najważniejsze :) Pozdrawiam wujek Marek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na jedną osobę :) ale jakby nie liczyć sprzętu rowerowego to sam wyjazd kosztował 2000zł/osoba

      Usuń